na zakonczenie
heh, zupelnie inaczej pisze sie o Indiach z Polski. To zaledwie tydzien kiedy jestem w domu, a czuje, jakby caly ten wyjazd to jakas bajka byla, albo film, ktory kiedys sie ogladalo, ale on byl tak surrealistyczny, ze nie wiadomo co bylo prawda a co klamstewem. Dobrze ze spisalam czesc moich przygod, bo dzis zastanawiam sie, czy ja naprawde tego wszystkiego doswiadczylam. Mam wrazenie, ze te Indie, to jakby w zeszlym roku, albo nawet nie, jakby mi sie przysnily. czy ja rzeczywiscie mialam robaki w zupie? spalam na podlodze? czy moglo byc tak goraco, ze koszulka przykleja sie do plecow?, czy malpy chodza po drodze? czy ludzie moga zyc a takim halasie? czy ja naprawde tyle oddychalam smogiem? Raju, ciesze sie ze to juz wszystko za mna. Rozkoszuje sie kazda chwila w Polsce. Moja pierwsza mysl na lotnisku w Warszawie (to jeszcze przed tym kiedy sie dowiedzialam ze moj bagaz nie dolecial) - "o raju, jak tu cicho". a potem juz tylko plusy - jak tu czysto, jak tu malo ludzi, jak tu ...




