Hey ho, LET'S GO!
No, to jade:) juz chyba wszyscy stracili nadzieje, lacznie ze mna. ale, los to figlarz, jak mawiaja niektorzy. Jak zwykle ze wszytkim spozniona jestem. Wyjazd za 2 dni a jeszcze trzeba sie spakowac, kupic leki (tak tak, po powrocie otworze apteke, bo mam tablety chyba na wszystko), ubezpieczenie (!), kielbase, zdjecia wywolac, do okulisty isc... cale szczescie ze juz sie zaszczepilam... jednak do lekazrza nie zdazylam isc i zapytac co z ta malaria. bo to skomplikowana sprawa jest. Ile glosow zeby brac przeciwmalaryki, tyle zeby nie brac. Mnie przekonala cena (200 zl za 12 tabletek) i grozba odklejenia siatkowki (w oku oczywiscie). wiec ja bede sie chronic metodami naturalnymi - znaczy packi na komary... jak dla mnie za duzo skutkow ubocznych. Mam nadzieje ze dzieki kolorowi mojej skory komary sie nie poznaja ze ja z POLSKA i nie beda gryzly. Zarty, zartami, ale boje sie troche. Bo nie wiem czy ktos z tego aiesecu wyjdzie po mnie, bo skoro dokumenty ktore doszly w dwa dni oni wysylali 2 miesiace, to ja tak z tydzien moge czekac na lotnisku. znowu bede musiala na kogos nakrzyczec:) to moze pranie jeszcze przed wyjazdem zrobie... bo tam pralek nie ma :)
Komentarze
M.