Victoria Memorial


FOTO: Victoria Memorial

FOTO: jumping foto


FOTO:tu ja z Jeane Thiago i jakims hindusem, zapomnialam imienia. Wszyscy weszlismy jako hindusi:)

3/01/2010 niedziela
Mialam dzis dluuugi i interesujacy dzien. Znowu nie wiem gdzie zaczac. Mo¿e od wczoraj... chocia¿ to tez nie wystarcza...wszystko siê tak ze soba laczy... w sobote poszlam do pracy i to by³ bol... Mielismy taka wielka baze danych do stworzenia i tydzieñ na to. Nikt mnie nie sprawdzal ile zrobilam poszczególnego dnia, za to jak przyszlam w sobote do pracy powiedzieli mi ze to dzis trzeba oddac. Hmmm, a ja bylam w polowie. Wiec wyszly wszystkie rozmowy na skype i stracony czas w internecie:P Tyle co zrobilam przez zeszly tydzieñ musia³am zrobic w sobote. Ju¿ mi literki skakaly. I to jeszcze jakie nazwy tam by³y... Np standardowo...

Ujjal Mukherjee - to imie i nazwisko, zgaduje ze chodzi o faceta
46, Gopichand Shivhare Road, Thiruvananthapuram 282 001 - to adres, jak u nas, pierwsze to ulica drugie miejscowosc. ale nie dam glowy ze dobrze to napisalam.

Dla mnie to zlepek jakichs literek jest. I tak w kolko. Nawet musia³am d³uzej w pracy zostac!! I tak nie skoñczy³am. Jutro siê bêdê martwic. Po pracy bylam taak zmeczona (chyba ten stres:P)ze spalam ju¿ o 10. Wróciliœmy z restauracji i polozylam siê na chwile. Mialam spac tylko godzinke, bo przeciez sobota jest, a w soboty chodzimy na imprezy. Niestety tego dnia nikomu siê chyba nie chcialo isc. Obudzilam siê o 1 w nocy w ubraniu, moi wspolokatorzy ju¿ spali... no pieknie. Snily mi siê jakies g³upoty, ze ameba mnie atakuje... cos tam do mnie mówi³a, potem inne zarazki... Nie ma to jak z bakteriami sobie pogadac. Musze zrobic badania, mo¿e cos tam ju¿ jednak zlapalam. Wlasnie jakostak sie slabo czuje ostatnio. Ciagle jestem slaba i nic mi sie nie chce, i najchetniej caly dzien bym spac mogla. Bo to ze rano nie moge wstac, to normalne jest, ale reszta...
Wracajac do niedzieli... Odbylam pierwsza w swoim zyciu samodzielna podroz autobusem. Metro jezdzi dopiero od 2.30 w niedziele (co to za zwyczaje?) a rano do kosciola chcialam isc, wiec jedyna opcja to byl autobus. Nawet w dwei strony jechalam. Dalo rade! A np taki Rushi to nie jezdzil jeszcze autobusem! ani autoriksza ani chyba nawet metrem. raju!! Toz on nie zna miasta wogole:) Rano ubralam sie jak na mrozy - kozaki - szalik kyrtka, bo tu zimno ostatnio. Ale za to jak wracalam z kosciola to chyba temperatura skoczyla o 10 stopni. Po drodze skoczylam jeszcze na sniadanie na ulicy... Hmmm, co do jedzenia takiego. Ono jest pyszne, i tanie i wogole.Np ostatnio odkrylam ze pod nosem doslownie robia takie tosty z jajkiem za 8 rupii. Na caly dzien tym sie mozna najesc. ale... lepiej nie widziec jak oni to przygotowuja...ani w jakich warunkach, ani wogole nawet nie chce myslec... Po poludniu postanowilismy wybrac sie do Victoria Memorial. To najwieksza budowla tutaj, w takim monumentalnym stylu. Oczywiscie pasuje tu jak ... zreszta, nc tu do siebie nie pasuje. No ale to jest jak zamek jakis, dla krolowej angielskiej. Jest tam duzy park, i jakos nigdy nie mialam czasu tam isc. Za to niedziela jest najgorszym dniem na takie zwiedzanie. Luuuuuudzi tyyyyyle. Kolejka zeby dostac bilety, kolejka do wejscia do parku, potem kolejka do Victoria Memorial, ale to nic jeszcze. Najlepsza byla kolejka do zwiedzania w srodku. W zyciu chyba nie widzialam tylu ludzi na raz. W srodku nic specjalnego, ale warto to zobaczyc dla samego sposobu zwiedzania w indiach. Tam by;y jakies wystawy, obrazy, wlasciwie bardziej szkice. wzdluz wszystkich scian gdzie cos bylo ustawiona byla kolejka ludzi, poruszali sie za soba jeden za drugim jak pingwiny, nie mozna wybrac sobie sciezki zwiedzania, ze cos bardziej cie interesuje lub mniej, albo nie daj Boze jak sie zatrzymasz dluzej przy jednym eksponacie. Sa straznicy, ktorzy "pilnuja" ladu i skladu (jasne...) i jak ktos sie nie posuwa w tempie to zaraz gwizdza, ze trzeba isc dalej. Ahahaha, niezla zabawa. Ale w tym tlumie rece wszystkim lataja na prawo i lewo, wiec oczywisice awanture zrobilam. Powiedziano nam tylko - "hej, to sie zdarza" wiec o swoje trzeba walczyc samemu... as usual. Inna smieszna akcja byla z bletami. Tradycyjnie cena dla hindusiw 10 rupii a dla obcokrajowcow 150. wiec ja probowalam za 10:) bilety kupil kolega wiec nie bylo problemu. Wejscie do ogrodu jakos przeszlo, a przy wejsciu do VM bylo smiesznie. Ide na pewniaka, w koncu dwie bramki juz za mna. Nagle ktos mnie wola i mowi ze obcokrajowcy 150 i ze nie moge wejsc, a ja tak nie bardzo wiedzialam co powiedzie, i musialam szybko cos wymyslec bo zaraz bylaby siara. To wybakalam tylko NEHI co znaczy nie w hindi... lepsze niz dziekuje, bo tylko tyle umem powiedziec. W kazdym razie wystarczylo i mnie puscili. Haha. Nastepnym razem przykleje sobie kropke na czole, to pojdzie gladko! Potem wyszlismy z muzeum a tam moooorze ludzi. i w tym tlumie czekaly gdzies na nas 2 kolezanki. My nie mielismy ich telefonu, a fakt ze sa biale niewiele pomagal. nooo smiesznie bylo. ale jakos sie znalazly (wow)potem, poszlismy na obiad. hmmm hinduski. na poczatku nie bardzo smakowalo mi jedzenie tutaj, ale teraz juz sie przyzwyczailam. I bardzo lubie. C wiecej jem coraz wiecej ostrego. Moge juz takie slabsze curry zjesc. chili jeszcze nie biore. ale wszystko to kwestia czasu :)
tu jeden film jest, a powinien byc jeszcze jeden gdzies http://www.youtube.com/watch?v=VfGCmgwxSjU

Komentarze

Popularne posty