dziwny jest ten swiat
Foto: to ta swiatynia gdzie nie mozna zdjec robic
Foto: to w hotelu. robin to ta ruda w srodku a Sudipta obok mnie
19/12/2009
Ta dziewczyna z Mauritiusa jednak wyjezdza. Przestraszyla siê biedaczka, i rodzice zabukowali jej ju¿ bilet. No nikt nie mowil ze bêdzie latwo, ale mo¿na siê jakos przyzwyczaic... Zreszta, ona jakas dziwna jest. Wczoraj siedzimy wszyscy przy stole a ona przychodzi do mnie ¿ebym jej pomogla. No to ja z nia do pokoju, okazuje siê ze kluczyki do walizki zgubila. No to szukam obok patrze (zastanawiam siê po co ja jej do tego potrzebna jestem). W koncu pytam, ale to kiedy je mialas ostatnio. Nooo otworzyla duza walizke, a potem chciala otworzyc mala i ju¿ nie miala. No to mowie ¿eby sprawdzila czy do duzej walizki nie wpadlo, albo niech sobie przypomnie co robila w tym krotkim czasie. Aha... to ona pomysli. Ale to jak ma otworzyc walizke. To ja siê smieje ze klodke trzeba wy³amaæ. To ona ¿ebym wy³ama³a, tylko czy kupie potem nowa. Ahaha. No tak, bo ja mam takie zdolnoœci ze popatrze i klodki siê same otwieraja ze strachu. W koncu machnê³am na i areka, bo stwierdzilam, ze jakas nieprzystosowana do zycia jest. Wmiedzyczasie przytaszczyla walizke do pokoju i kazala Unmiemu otworzyc ja – tez chyba mia³ to zrobic sila woli. Po 10 minutach przyszla znowu, znalazla kluczyki w duzej walizce... hmmm... okej.
Tak z innej beczki to bylismy wczoraj w swiatyni Belur Math i jeszcze jakiejs ktorej nazwy nie potrafie wymowic. Mielismy sie tam wybrac z samego rana, ale jako ze sobota to dzien imprezowy, wiec zanim sie zwlekilismy z lozek byla juz 2. Potem sniadanie (a moze juz lunch) na miescie i w droge. ale wlasnie... jechalismy autobusem. Bylo nas 9 osob, wiec sie nie balam sama tam wsiadac. Ale przeprawa tym autobusem to chyba wieksza przygoda niz ogladanie tych swiatyn. Dzialo sie, trzeslo, glosno bylo, jeszcze pod dzwonkiem usiadlam, to walil mi nad uchem. Oczywiscie muzyka nastrojowa leciala, jeden facet - bileciarz ciagle wystawal z autobusu krzyszal cos i walil w bok autobusu (tam gdzie ja siedzialam). Jakby tego bylo malo, to zapachy jakie sie tam unosily sa nie do opisania. Nagralam z tego filmik tez http://www.youtube.com/watch?v=HY9lBaoiDNI W swiatyni jak to w swiatyni, zdjec nie mozna robic, na boso trzeba chodzic (i butow pilnowac - slumdog), tlumy kolorowych hindusow i wszyscy sie kapia w swietej brudnej rzece Ganges. Potem przeprawilismy sie lodka na drugi brzeg Gangi lodka watpliwej jakosci. Niestety bylo juz ciemno i zdjec nie ma. za to powrot tez byl przygoda sama w sobie. Przez godzine szukalismy autobusu do domu. tu nie ma przystankow a tym bardziej rozkladow jazdy. Jedyne co mozna robic to pytac nadjezzdajacych gdzie jada. Troche jest trudno jak sie hindi nie zna. A jak mowia po angielsku to tez niewiele pomaga. Po jakims czasie znalezlismy autobus ktory mial nas zawiezc do metra. usadowilismy sie szczesliwi, ze w tym chaosie udalo sie cos znalezc. ale po 20 min kiedy ten autobus nie ruszal opadl nasz optymizm. wysiedlismy i poszukiwanie zaczelo sie od nowa. ale trafilismy, a na zakonczenie dnia poszlismy na kolacje. to sobie wlasnie zamowilam - garlick nan, chicken rashmi malay masala i banana lassi.


Komentarze