spokojnie, przyzwyczaisz sie
29/12 wtorek
Ahahaha, no nie wierze. Kolejna osoba wyjechala. Teraz mamy rekord, po paru godzinach! Ale po kolei. AIESEC caly czas nie wychodzi ze swojej roli – zawodza na calej linii, nie sluza pomoca, sa do bani. Czyli bez zmian. Spotkanie z nowym zarz¹dem nie zmienilo nic, poza tym ze sobie ponarzekaliœmy. Wtedy powiedzieli nam ze w poniedzia³ek przyjada 2 osoby o 10. Jednak nikt siê nie zjawil, za to wczoraj przyszlo 2 aiesecowcow zabrac nam materac. No jak my ich prosimy ¿eby nam przynieœli materaz, to 2 tygodnie siê zcekla, a potem tak bez zapowiedzi zabieraja. Co jest „troche” dziwne (w sumie w Indiach coraz mniej rzeczy mnie ju¿ dziwi) bo nas tu jest jak mrowkow, ciagle ludzie przyje¿d¿aj¹ i spac gdzie nie maja. Ju¿ dawno porzuciliœmy nadzieje o lodowce, ale o materace bêdziemy walczyc bo zaraza zaraz, to gdzie my mamy spac? Na dodatek zabrali go Jean, która jest tu ju¿ 2 tydzien i ciagle bez pracy. Znaczy ¿eby by³a jasnoœæ, ka¿dy kto tu przyjezdza ma prace, a przynajmniej tak ,mysli. Bo takie sa warunki tych praktyk. Wybierasz sobie z domowego zacisza, jak siê dopasujesz idziesz do lecisz... No ale niektórzy (polowa) nie maja tyle szczescia:) I na miejscu okazuje siê ze ich umowa by³a ... fikcyjna!! Ja naprawde doceniam swój hotel. Aiesec jest oczywiœcie zobowi¹zany znaleŸæ inna prace, ale... to sa Indie... Tak wiec polowa ludzi, którzy przemierzylo Pol globu ¿eby tu trafic, jest bez zajecia. M.in. Jean, ktorej najpierw powiedzieli ze nie ma pracy, a potem zabrali materac... No jakas patologia. I gdzie ona ma spac?? Jedna kolezanak pojechala do Nepalu, wiec na razie spi na jej miejscu, ale... raju!!! Ja znowu wczoraj na nich pokrzycza³am, ale stwierdzilam ze to nie mój materac i nie bêdê siê wtr¹caæ. Bo ja swojego materaca bym zza Chiny nie oddala. Apropo Chin. Przyjechal jeden kitajec wczoraj. Ma takie smieszne oczy, jak kreski, wyglada jakby siê caly czas uœmiecha³. Ale ale... wczoraj spodziewaliœmy siê 2 osob, o 10. Dziewczyna z Maroko i ch³opak z Ivory Coast. Przyszli aiesecowcy i mowia ze to mialabyc tylko jedna dziewczyna tylko, i ze w ostatniej chwili zdecydowala nie przyje¿d¿aæ. Mysle sobie, ktos ja musial w pore ostrzec=) No ale o 12, pojawil siê ten z Chin. Chlopak. Wiec ani to dziewczyna ani z Maroka. Matko taki tu balagan. No nic, wczoraj z nim nie gadalam, bo spac ju¿ pora. Niektorzy tu jednak maja to szczescie ze pracuja. Pogadalam jeszcze troche z Brazylijczykiem. I wys³ucha³am siê jak to siedzi tu ju¿ tydzieñ i nic nie robi, i ze nic mu siê nie podoba i ze nie tak mialo byæ i ze u niego aiesec nie tak dziala (raju jakbym siebie s³ysza³a). No to mu mowie, ze spoko, przyzwyczaisz siê, a potem nawet to polubisz. Patrzyl na mnie jak na kosmitke=) Ale prawda jest taka ze nie wazne skad sa ludzie, ka¿dy z nas przechodzi to samo stadium. I szczescie w nieszczêœciu ze jesteœmy tu wszyscy razem, i mo¿emy siê nawzajem wspierac. Ci co sa d³u¿ej patrza z pob³a¿aniem na tych nowych. Bo wiadomo, widza siebie z pierwszych dni, takich przestraszonych i chc¹cych wracac do domu. I poniewa¿ wiedza ze ka¿dy musi przez to przejœæ i znaleŸæ swoja droge ¿eby to zaakceptowac mowia tylko – spokojnie, odpocznij, przyzwyczaisz siê:) I w tych pierwszych dniach to brzmi jakby ktos cie zlewal, jakby to kosmici jacys byli, ze godza siê mieszkac w takich warunkach, w takim tloku, w takim Halasie, brudzie i ze ty sam siê nigdy nie przyzwyczaisz. Ze bêdziesz walczyl i cos zmienisz. Ale to sa Indie, tu wszystko dziala inaczej, i nie da siê na to nic poradzic. Zajmuje troche czasu ¿eby to zrozumiec, ale szkoda tracic go wiecej na walke z wiatrakami. Sa dwa wyjscia albo to akceptujesz, albo wracasz do domu. Dzis po pracy poszlam porozmawiac z Edwardem (ten z Chin) i mowi ze rano by³a jakas dziewczyna z Maroko (no proszê...) i ze by³a zalamana, ze miwlia tylko po francusku nikt jej nie rozumia³, i pojechala... W takich chwilach czuje siê jakbym by³a jakims herosem ze przetrwalam ju¿ tyle, i ze nie ucieklam do domu. Chocia¿ nie raz mialam ochote, nie raz rycza³am na ulicy, i wcale nie by³o latwo. Ale patrzac na tych przera¿onych ludzi mysle, ze przeciez nie jest tak zle, o co im chodzi, pobeda pare dni i siê przyzwyczaja.... Tylko ze tak latwo siê mowi po jakims czasie. Ahahaha, wlasnie wrocili z zakupow, ale ich ogolili. Wogole nie maja pojecia o zakupach:P zw³aszcza ten ruski. Hihi robi zakupy jak szalony, i placi za np. bluzke 1300 rupii, a nie jest warta wiecej ni¿ 150. Albo przyszla jedna i chwali siê ze kupila spodnice, 2 nawet. Kazda po 350. Buahahaha. No nie, ja swoja mam za 150. No spoko, i t³umaczy mi ze i tak chciala mieæ, to kupila. No okej, ale kupowac to z Glowa trzeba, bo mo¿e to jest tanio, ale nie cierpie jak mnie ktos oszukuje. No niby skad mamy wiedziec jaka ma byæ cena. Ja pytam ludzi na ulicy. Jak mi siê cos podoba, to zaraz zgarniam kogos i pytam ile powinnam zap³aciæ. Albo chodze do roznych sklepow i pytam o cene tej samej rzeczy ¿eby siê rozeznac. Mo¿na? Mo¿na, tylko ruszyc Glowa trzeba, a nie tak... ten ruzki to musi duzo kasy mieæ... Smiesznie tu. Znaczy ju¿ mnie tu Malo rzeczy dziwi, raczej smieszy. A smiech to zdrowie. Fajne te Indie, ktos moze siê wybiera?? (:P)
naaasturcjo naaaasza (prosze sie nie smiac z biednych dzieci)
Ahahaha, no nie wierze. Kolejna osoba wyjechala. Teraz mamy rekord, po paru godzinach! Ale po kolei. AIESEC caly czas nie wychodzi ze swojej roli – zawodza na calej linii, nie sluza pomoca, sa do bani. Czyli bez zmian. Spotkanie z nowym zarz¹dem nie zmienilo nic, poza tym ze sobie ponarzekaliœmy. Wtedy powiedzieli nam ze w poniedzia³ek przyjada 2 osoby o 10. Jednak nikt siê nie zjawil, za to wczoraj przyszlo 2 aiesecowcow zabrac nam materac. No jak my ich prosimy ¿eby nam przynieœli materaz, to 2 tygodnie siê zcekla, a potem tak bez zapowiedzi zabieraja. Co jest „troche” dziwne (w sumie w Indiach coraz mniej rzeczy mnie ju¿ dziwi) bo nas tu jest jak mrowkow, ciagle ludzie przyje¿d¿aj¹ i spac gdzie nie maja. Ju¿ dawno porzuciliœmy nadzieje o lodowce, ale o materace bêdziemy walczyc bo zaraza zaraz, to gdzie my mamy spac? Na dodatek zabrali go Jean, która jest tu ju¿ 2 tydzien i ciagle bez pracy. Znaczy ¿eby by³a jasnoœæ, ka¿dy kto tu przyjezdza ma prace, a przynajmniej tak ,mysli. Bo takie sa warunki tych praktyk. Wybierasz sobie z domowego zacisza, jak siê dopasujesz idziesz do lecisz... No ale niektórzy (polowa) nie maja tyle szczescia:) I na miejscu okazuje siê ze ich umowa by³a ... fikcyjna!! Ja naprawde doceniam swój hotel. Aiesec jest oczywiœcie zobowi¹zany znaleŸæ inna prace, ale... to sa Indie... Tak wiec polowa ludzi, którzy przemierzylo Pol globu ¿eby tu trafic, jest bez zajecia. M.in. Jean, ktorej najpierw powiedzieli ze nie ma pracy, a potem zabrali materac... No jakas patologia. I gdzie ona ma spac?? Jedna kolezanak pojechala do Nepalu, wiec na razie spi na jej miejscu, ale... raju!!! Ja znowu wczoraj na nich pokrzycza³am, ale stwierdzilam ze to nie mój materac i nie bêdê siê wtr¹caæ. Bo ja swojego materaca bym zza Chiny nie oddala. Apropo Chin. Przyjechal jeden kitajec wczoraj. Ma takie smieszne oczy, jak kreski, wyglada jakby siê caly czas uœmiecha³. Ale ale... wczoraj spodziewaliœmy siê 2 osob, o 10. Dziewczyna z Maroko i ch³opak z Ivory Coast. Przyszli aiesecowcy i mowia ze to mialabyc tylko jedna dziewczyna tylko, i ze w ostatniej chwili zdecydowala nie przyje¿d¿aæ. Mysle sobie, ktos ja musial w pore ostrzec=) No ale o 12, pojawil siê ten z Chin. Chlopak. Wiec ani to dziewczyna ani z Maroka. Matko taki tu balagan. No nic, wczoraj z nim nie gadalam, bo spac ju¿ pora. Niektorzy tu jednak maja to szczescie ze pracuja. Pogadalam jeszcze troche z Brazylijczykiem. I wys³ucha³am siê jak to siedzi tu ju¿ tydzieñ i nic nie robi, i ze nic mu siê nie podoba i ze nie tak mialo byæ i ze u niego aiesec nie tak dziala (raju jakbym siebie s³ysza³a). No to mu mowie, ze spoko, przyzwyczaisz siê, a potem nawet to polubisz. Patrzyl na mnie jak na kosmitke=) Ale prawda jest taka ze nie wazne skad sa ludzie, ka¿dy z nas przechodzi to samo stadium. I szczescie w nieszczêœciu ze jesteœmy tu wszyscy razem, i mo¿emy siê nawzajem wspierac. Ci co sa d³u¿ej patrza z pob³a¿aniem na tych nowych. Bo wiadomo, widza siebie z pierwszych dni, takich przestraszonych i chc¹cych wracac do domu. I poniewa¿ wiedza ze ka¿dy musi przez to przejœæ i znaleŸæ swoja droge ¿eby to zaakceptowac mowia tylko – spokojnie, odpocznij, przyzwyczaisz siê:) I w tych pierwszych dniach to brzmi jakby ktos cie zlewal, jakby to kosmici jacys byli, ze godza siê mieszkac w takich warunkach, w takim tloku, w takim Halasie, brudzie i ze ty sam siê nigdy nie przyzwyczaisz. Ze bêdziesz walczyl i cos zmienisz. Ale to sa Indie, tu wszystko dziala inaczej, i nie da siê na to nic poradzic. Zajmuje troche czasu ¿eby to zrozumiec, ale szkoda tracic go wiecej na walke z wiatrakami. Sa dwa wyjscia albo to akceptujesz, albo wracasz do domu. Dzis po pracy poszlam porozmawiac z Edwardem (ten z Chin) i mowi ze rano by³a jakas dziewczyna z Maroko (no proszê...) i ze by³a zalamana, ze miwlia tylko po francusku nikt jej nie rozumia³, i pojechala... W takich chwilach czuje siê jakbym by³a jakims herosem ze przetrwalam ju¿ tyle, i ze nie ucieklam do domu. Chocia¿ nie raz mialam ochote, nie raz rycza³am na ulicy, i wcale nie by³o latwo. Ale patrzac na tych przera¿onych ludzi mysle, ze przeciez nie jest tak zle, o co im chodzi, pobeda pare dni i siê przyzwyczaja.... Tylko ze tak latwo siê mowi po jakims czasie. Ahahaha, wlasnie wrocili z zakupow, ale ich ogolili. Wogole nie maja pojecia o zakupach:P zw³aszcza ten ruski. Hihi robi zakupy jak szalony, i placi za np. bluzke 1300 rupii, a nie jest warta wiecej ni¿ 150. Albo przyszla jedna i chwali siê ze kupila spodnice, 2 nawet. Kazda po 350. Buahahaha. No nie, ja swoja mam za 150. No spoko, i t³umaczy mi ze i tak chciala mieæ, to kupila. No okej, ale kupowac to z Glowa trzeba, bo mo¿e to jest tanio, ale nie cierpie jak mnie ktos oszukuje. No niby skad mamy wiedziec jaka ma byæ cena. Ja pytam ludzi na ulicy. Jak mi siê cos podoba, to zaraz zgarniam kogos i pytam ile powinnam zap³aciæ. Albo chodze do roznych sklepow i pytam o cene tej samej rzeczy ¿eby siê rozeznac. Mo¿na? Mo¿na, tylko ruszyc Glowa trzeba, a nie tak... ten ruzki to musi duzo kasy mieæ... Smiesznie tu. Znaczy ju¿ mnie tu Malo rzeczy dziwi, raczej smieszy. A smiech to zdrowie. Fajne te Indie, ktos moze siê wybiera?? (:P)
naaasturcjo naaaasza (prosze sie nie smiac z biednych dzieci)
Komentarze
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :)
M.