przygody na drodze




6/12/2009
Kolejny dzien siê konczy. Az trudno uwierzyc ze to dopiero 4ty. Czuje siê jakbym wyjechala z Polski przed dekada. A to wszystko przez to ze tyle siê tu dzieje. Skoro wyjazd do pracy to taka przygoda, a powrot z niej jeszcze wieksza, to nic dziwnego ze mam teraz tyle do opowiadania (zreszta, jakbym na codzien nie miala:) Najbardziej doskwiera mi brak Internetu. Pisze posty z wyprzedzeniem, a potem najwy¿ej wklejam, jak znajde jakies polaczenie. Coz... o skype to mogê chyba pomazyc. Brakuje mi wiadomoœci z Polski... to by³ kiepski pomysl chyba z tym blogiem, bo normalnie wiadomoœci by³y dawkowane... i by³ list za list, a teraz czuje siê jakbym sama to sobie pisala. Przynajmniej zostawie sobie zapis pozdrozy jakis chronologiczno chaotyczny. Szukalam dzis rano (o 1) koœcio³a. Znalaz³am ale niestety by³ grekokatolicki i do tego zamkniety. Zawsze to jakas chrzescijanska swiatynia w sumie, ale msza jest o 6 rano... ju¿ widze jak wstaje :D zw³aszcza ze w niedziele wszyscy maja wolne i to podobno ju¿ rutyna ze w sobote wychodzi siê do klubu. Wiec wczoraj byliœmy w undergroundzie, z dobra muzyka do tanczenia – troche hindi, troche tanecznych hitow. Malo miejsca i za duzo hindusow, ale dalo siê potañczyæ. Obcokrajowcy wchodza za darmo, ale jak mi lokalny kolega powiedzia³, to slabe dosc miejsce jest. Rzeczywiœcie ci hindusi strasznie natarczywi byli, sama nie raz za kolegami musia³am siê chowac. Ale poniewa¿ by³o nas sporo osob, nie musieliœmy siê niczego obawiac. Wróciliœmy o 5 chyba, mog³am od razu do koœcio³a isc:) fajny mialam dzisdzien – bo wolny. Powinnam mieæ kilka takich na przyzwyczajenie jak przyjecha³am, a nie od razu do pracy. Wczoraj np., musia³am zupe³nie sama jechad do pracy i z niej wróciæ. No stac mnie na taksowke, ale to troche zbyt proste. Znaczy nie jest proste wcale, ale chce zyc tu jak normalni ludzie. A moja kolezanka z pracy pojechala ogl¹daæ jakies tygrysy, wiec bylam zdana sama na siebie. Haha, normalnie jazda bez trzymanki – chocia¿ w strone powrotna to musia³am siê mocno trzymac ¿eby nie wypasc:) zbubilam siê chyba z 10 razy, jak mialam 2 mozliwosci wybrania drogi to zawsze wybieralam ta zla. Potem ³a¿enia duzo, pytania, siê wracania. Ale jak to mowia, pierwsze koty za ploty. Do pracy jecha³am chyba ze 2 godziny a wracalam 3. Powinno wystarczyc 40 min:P najpierw lapie autoriksze. To taki malutki samochodzik, w³aœciwie zakryty motorower z siedzeniami z tylu. Na moje oko 2 osobowy, ale widzia³am ze kierowca potrafi upchn¹æ tam 5 osob (on 6!). niektóre riksze sa jeszcze poozdabiane jakimis szarfami i lancuchami – marketing kwitnie:P Pojecha³am oczywiscie nie na ta stacje metra co trzeba. Po drodze zginê³abym kilka razy, bo jechaliœmy na czolowe zderzenie. Ruchu ulicznego nie da siê tam opisac, to trzeba przezyc! Wreszcie wbilam siê do metra, to wysiadlam na inna ulice. Nie mialam pojecia gdzie jestem, ale to nie pierwszy raz. Po drodze kilka razy Malo nie zwymiotowa³am od tego fetoru który unosil siê w niektórych miejscach. Oni tam wszystko na ulicach robia. Wogole to smieszna sprawa, bo normalnie ulice sa tak zatloczone ze chodzi siê ulica a nie chodnikami (uwa¿aj¹c ¿eby cos w ciebie nie wjechalo), za to w nocy o 1 gdy jechaliœmy do klubu by³o zupe³nie pustio. I nawet nie tak brudno. Raju!!! Nawet normalnie. Tylko gdzie ci wszyscy ludzie siê podziali? I ten syf i smrod?? W³aœciwie to mog³abym powiedziec, ze na noc to miasto siê wyludnia. Psy tylko jakies lataja. Ale wracaj¹c do podrozy, przyjazd by³ i tak niczym w porównaniu do powrotu. Wracalam do metra z hinduska kolezanka, bo bez niej nawet nie wiedzia³abym gdzie to metro wœród smieci znaleŸæ. Potem powiedziala mi gdzie wysi¹œæ, ale prawdziwa przygoda by³a z szukaniem rikszy do domu. Zajê³o mi to z godzine. Przedzieralam siê przez tlumy ludzi, a przejscie na druga strone ulicy graniczylo z trudem. W koncu ktos kazal mi wsi¹œæ do autobusu – o nieeeee. Zamieszcze kiedys zdjecie takiego autobusu. Jest bez okien, z blaszanymi barierkami, wyglada jak przerobiona puszka na sardynki, ludzie wystaja ze wszystkich mo¿liwych otworow, i jest taki pstrokato niebieski, aaa i wsiada siê w biegu. W koncu jakis koles kazal mi wróciæ gdzies tam, ja oczy jak piec zloty, to mnie zaprowadzil:) potem stalam w dluuuugiej kolejce, to ten co mnie przyprowadzil to zorganizowal mi jeszcze riksze. Jak wracalam to siedzia³am z brzegu i na zakrecie Malo nie wypadlam z tego czegos. Po drodze w korku jakis koles sikal z taksowki. Znaczy ostatnio bylam oburzona ze mój taklsowkarz poszed³ w krzaki. Ten siê nie fatygowal tak daleko. 4 sznurki samochodow samochod kolo mnie, nagle slysze wiadomy dŸwiêk... odwracam siê a ten koles tylko otworzyl sobie drzwi i leje... bleee. Ale jakos deojechaam w jednym kawalku. Dzis poszliœmy na taki wielki targ, i musia³am poæwiczyæ negocjowanie cen. Coz, negocjacje na sgh niech siê schowaja. To jest prawdziwa szkola. Najgorsze jest to ze na ka¿dym rogu ktos cie probuje zrobic w balona. I ju¿ nawet nie chodzi czy jest to 2 rupie czy 20 tylko o zasade, ze skoro mysla ze jestes obcokrajowcem to mog¹ zdzierac. W³aœciwie to do mnie zaczynaja mowic hindi, wiec dopóki siê nie odezwe, maja mnie za swoja. Kupilam bluzke. Koles chcia³ 250 – po ciezkich targach dobilam do 120, ale i tak wiem ze na mnie zarobil. Chcia³am tez torebke. Us³ysza³am – 850. Ja ze 100 ( a warta pewnie z 20), on w smiech ze za 400, ja ze 150 i ani troche wiecej. To on ze 250 ostatnia cena. Ja ze mam tylko 200 bo musze jezcze cos zjesc. No i ju¿. Ale potem przyszed³ mój kolega, ze mogê ja mieæ za 100. Troche mnie to tylko myli, ze czasami jak ja odpowiem na ich cene to siê smieja... wiec nie wiem czy glupka z siebie robie czy jak, bo nie wiem ile cos powinno kosztowac. I tak ze wszystkim – w koncu kupilam 1 rzecz, ale targowalam siê caly dzien. Zmêczy³y mnie te zakupy. Wogle bez targowania. Tylko tak siê zastanowilam, ze nawet ta torba za 850(17dolarow) to i tak jest duzo taniej ni¿ w polce – a dla niego to by³a cena z sufitu. Wiec targowalam siê dla zasady, a tu wszystko i tak baaardzo tanie jest:) a bêdê lepsza, jak poznam ceny orientacyjnie, i naucze siê troche hindi, chocia¿ liczby. Bo skoro mysla ze ja hinduska, to mogê na tym troche pograc. Najlepiej jak siê targowalam z taksówkarzem. Wracamy z klubu. Wiem ze do nas w godzinach szczytu placimy 70 rupii za przejazd. Pytamy siê goscia czy za 100 nas zawiezie. Nie mogliœmy nikogo znaleŸæ, bo wszyscy chcieli 150. W koncu jeden przychodzi: 150? No, 100? Okej. – wysiadamy, placimy, a on – 120! A ja zaraz zaraz, mialo byæ 100. A on trzyma to 100 i wola jeszcze 20. Ju¿ mialam ochote zabrac mu to 100 i zostawic tylko z 20, ale po prostu zignorowa³am go powiedzia³am ze i tak na nas zarobil i ¿eby nie robil z nas idiotow (czego pewnie i tak nie zrozumial, ) i sobie poszlam. Tylko ze nawet... 100 rupii (ok. 2 dolcow) na 4 osoby...

Foto1: riksza
foto2:no coz, nie mieszkam w apartamentowcu. i dopiero po 3 dniach zorientowalam sie ze ta folie z materaca mozna zdjac. Bo materace byly wtakich oblesnie brudnych foliach. ja tam przyszlam ostatnia to nie chcialam rewolucji robic. a oni tak spali... ale przy kazdym przekrecaniu ta folia strasznie szelescila. w konsu wczoraj sie polozylam i najpierw zrobilam jedna dziure, potem druga, az w koncu ja sciagnelam:) juz nawet przezyje ze materaz jest rozowy!
foto3: siedzem sobie w rikszy i bed kurzu rozwiewa me wlosy

Komentarze

Anonimowy pisze…
Sama dla siebie nie piszesz, bez obaw ;) Na Twoim miejscu nie bylbym az tak ciekawy co sie w Polsce dzieje, przynajmniej odpoczniesz troche od tego... Z tym sikaniem to niezle dzikusy! Piekne mieszkanko, przynajmniej jest elegancko wybetonowane ;) Wykorzystaj to, ze Cie biora za swoja i zbijaj im mocniej ceny! Powodzenia :)

M.
Anonimowy pisze…
JA czytam!codziennie, regularnie! i wszystko odbieram co piszesz...
wszystko sie ułoży. Jak na początku jest taka lipa to potem będzie coraz lepiej:)

ja tez napisze...obiecuje, tylko musze jakos ogarnąc wokół siebie różne obowiązki:)
sciskam mocno:*
Anonimowy pisze…
aha, to bylam ja...prezesowa
Kamil pisze…
Fajny Barłożek:)

Popularne posty